Od wczoraj zaczęło się astronomiczne lato, oznacza to niestety, że dzień robi się już coraz krótszy i wielkimi krokami zbliża się wrzesień. W raz z nim nadchodzi kolejny foto-plener naszej uczelni. Słowo "Plener" jest, szczerze pisząc, mocnym nadużyciem, skoro wszystkie zajęcia tak na prawdę odbywają się w szkole.

Podczas tej stosunkowo nudnej imprezy władze naszej uczelni zapraszają na wykłady trzech tzw. znanych fotografów, w zeszłym roku był wśród nich Ireneusz Zjeżdżałka --> krytyk, dziennikarz i przede wszystkim dokumentalista. Nie potrafię opisać mojego zainteresowania tym wykładem, w końcu każdy taki kontakt powinien mnie czegoś nauczyć, nie wspominając już o tym, że miałem nadzieję porozmawiać ze Zjeżdżałką, pełniącym funkcję naczelnego kwartalnika Fotografia, o trapiącej mnie miernocie w polskiej fotografii dokumentalnej. Niestety, to co zobaczyłem podczas jego wykładu i prezentacji zdjęć, pozbawiło mnie wszelkich złudzeń --> przykład idzie z góry.

Była kiedyś taka wystawa, w której Zjeżdżałka brał udział, zatytułowana Nowi Dokumentaliści, w oczywisty sposób odnosząca się do słynnej wystawy zorganizowanej w 1967 roku w Museum Of Modern Art w Nowym Jorku. Ta Nowojorska, przełamała obowiązujące w ówczesnych czasach schematy, autorzy prezentowanych tam zdjęć, wśród których byli między innymi Diane Arbus, Lee Freidlander, Garry Winogrand i William Eggleston wysadzili w powietrze dotychczasową fotografię dokumentalną i wprowadzili do niej zupełnie inne tematy, podejście do nich i sposoby ich realizacji. Krótko pisząc był to przewrót przeciwko reprezentowanej przez takich fotografów jak Walker Evans, czy Bresson, klasycznej fotografii z jej pieczołowicie zorganizowanymi kadrami i bardzo określoną, wynikającą z obowiązujących tendencji tematyką.

I oto, po prawie czterdziestu latach, grupa dokumentalistów w Polsce, na czele ze wspomnianym wcześniej panem Zjeżdżałką, odkrywa tą samą "Amerykę" po raz drugi, twierdząc, że wywoła to przewrót podobny do tego z 1967 roku. Dramat. Co gorsze kiedy próbowałem porozmawiać z naczelnym najbardziej prestiżowego pisma fotograficznego w Polsce o nowych tendencjach w fotografii dokumentalnej na świecie, okazało się, że połowa z dość długiej listy nazwisk członków znanej chyba wszystkim agencji Magnum jest mu kompletnie obca. Fotografowie tacy jak Jonas Bendiksen, Antoine D'Agata, czy Carl De Keyzer po prostu nie istnieją.

Ja z nikim wojować nie chcę, ani nie staram się udowodnić, że jestem lepszy od kogokolwiek. Po prostu uważam, że poziom dokumentu w Polsce spada, a częściową odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą fotograficzne Media i macherzy, którzy obstawiają i ustawiają największe, i najbardziej prestiżowe wystawy w naszym kraju.

Image Hosted by ImageShack.us

A świat idzie dalej... Zobaczcie proszę prace dwójki studentów, którzy załapali się na przegląd portfolio w Magnum. Alix Smith, Jeffrey Stockbridge są moim zdaniem o wiele bardziej odkrywczy, niż większość artystów biorących działu w polskiej edycji, Nowych Dokumentalistów.
Name:


Komentarze: