|
Kiedy byłem mały uwielbiałem chodzić na Jarmark Dominikański. Ci z Was, którzy pamiętają atmosferę Jarmarku z lat 80tych, wiedzą jakie niesamowite "perełki" można było tam kupić. XIX wieczne sturublówki, znaczki z Frei Stadt Danzig, stare mapy, i komiksy. Dzisiaj sytuacja zmieniła się drastycznie, Jarmark Dominikański tonie we własnym gównie --> tandecie, którą serwuje, z roku na rok zajmując coraz więcej przestrzeni w historycznym Gdańsku. Setki sprzedających to samo handlarzy, śmierdzące na kilometry stoiska z zieleniejącą kiełbasą i frytkami, zbierane na holenderskich i niemieckich śmietnikach "antyki" i drukowane na ceracie reprodukcje Rubensa. To wszystko wygląda i pachnie bardzo przygnębiająco. Są jednak stoiska, nawiązujące do starych, dobrych czasów. Ginące w natłoku tandety, wymagają wyszukania, ale w zamian serwują dokładnie to czego oczekuję --> trudne do odnalezienia, białe kruki, perełki, o których mówimy "widziałem kiedyś...ale to pewnie nie jest już do zdobycia". Jest!!! właśnie tam pomiędzy 54tym stoiskiem ze smażoną rybką i tłustą panią wciskającą chińskie szmaty. ![]() Tą właśnie metodą nabyłem kilka znakomitych, czarnych płyt do swojej kolekcji. Jest wśród nich ikona lat 80tych, z jedną z najbardziej charakterystycznych okładek tych czasów. Born in The USA, Bruca Springsteena, do której okładkę sfotografowała sama Annie Leibovitz. Rany!!! co za przyjemność, przesłuchałem tą płytę chyba ze dwadzieścia trzy razy i dalej słucham...Born in the USA...Glory Days...I'm on Fire...normalnie nie mogę...jak baba. Name: Komentarze: 31.08.2007 :: 18:56 :: 82.134.106.25 23.08.2007 :: 17:46 :: 81.190.85.207 22.08.2007 :: 10:44 :: 83.21.156.41 20.08.2007 :: 23:32 :: 62.121.92.161 |